Czeski honor
Jeśli zdarzało nam się mówić o Czechach, że to naród budzący wyłącznie wesołość, dziś należałoby zweryfikować ten sąd. Nasi południowi sąsiedzi doskonale potrafią rozróżnić sprawy ważne dla swojego narodu i państwa od tych, o które nie warto kruszyć kopii.
Czeska prezydencja w Unii Europejskiej, każdy to przyzna, nie jest żartem. Nie jest nim też protest przeciwko skandalicznemu traktowaniu prezydenta Republiki Czeskiej Vaclava Klausa przez eurodeputowanych ze szczególnym „popisem" Daniela Cohn-Bendita czy ostre „nie" wobec restrykcji gospodarczych w przemyśle motoryzacyjnym.
Ale to nam powinno być nie do śmiechu, kiedy dowiadujemy się, że Czesi uhonorowali pamięć Ryszarda Siwca nazywając jego imieniem jedną z praskich ulic. My nie potrafiliśmy? Owszem.
Jeszcze w październiku ubiegłego roku przesłałem pismo do Pani Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz z podobnym wnioskiem. Prosiłem o rozważenie możliwości upamiętnienia człowieka, który 8 września 1968 roku w geście protestu przeciwko najazdowi wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, podczas uroczystości dożynkowych na Stadionie X-lecia, dokonał samospalenia. Prosiłem jako rodowity warszawiak i Polak. Na odpowiedź czekałem kilka miesięcy. Dopiero w styczniu otrzymałem pismo z informacją, że odpowiednie podkomisje w radzie stolicy zastanawiają się nad umieszczeniem tablicy pamiątkowej w sąsiedztwie Stadionu Narodowego, którego... jeszcze nie ma.
Zdaję sobie sprawę z tego, że Pani Prezydent ma mnóstwo spraw na głowie: widmo drugiej linii metra, prezenty z publicznych pieniędzy na zgoła niepubliczne inwestycje sportowe, przepełnione szpitale, o których chce zapomnieć i rzeszę urzędników i przyjaciół głodnych profitów. Są jednak sprawy i ludzie, wobec których nie wolno przechodzić obojętnie. To przyrzekała mieszkańcom stolicy obejmując swój urząd.
Obiecywała pamiętać o wszystkich ludziach, również tych, którzy o tę pamięć upomnieć się już nie potrafią. Lakonicznie zbywając moją prośbę o uhonorowanie Ryszarda Siwca udowodniła, jak daleko stołecznemu urzędowi i jej samej do prawdy, stanowczości, mądrości.
Najtrudniej przyzwyczaić się do myśli, że mój głos w wolnej Polsce, w dobrej wierze i w publicznym interesie został potraktowany nie lepiej, niż kiedyś wołanie Ryszarda Siwca.
A Czechom - dziękuję...
List do prezydenta Warszawy w sprawie nadania jednej z ulic imienia Siwca
Hanna Gronkiewicz-Waltz
Prezydent Warszawy
Jako rodowity Warszawiak i Polak zwracam się z wnioskiem o nazwanie jednej z ulic, placu, bądź skweru imieniem Ryszarda Siwca.
Pan Ryszard Siwiec dnia 8 września 1968 r., w geście protestu przeciwko najazdowi wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, podczas uroczystości dożynkowych na Stadionie X-lecia, oblał się benzyną i dokonał samospalenia.
Sądzę, że ten płynący z głębi serca odruch protestu i sprzeciwu, a jednocześnie bezsilności wobec komunizmu i totalitaryzmu powinien zostać upamiętniony.
Sądzę, że dobrze by się stało gdyby miejsce upamiętnienia Ryszarda Siwca znajdowało się w pobliżu, bądź sąsiedztwie nowobudowanego stadionu narodowego.
Dariusz Grabowski
Warszawa, 3 października 2008 r.
Odpowiedź od prezydenta Warszawy

