Niedziela Wrz 05

Demonstracja zbrojeniówki

- Ja tej sprawy tak nie zostawię - zapowiada poseł do Parlamentu Europejskiego Dariusz Grabowski w walce o radomskiego „Łucznika".  Poseł uczestniczył w manifestacji zbrojeniówki w Warszawie. Wcześniej interweniował u wicepremierów Schetyny i Pawlaka.

- Sytuacja zbrojeniówki jest dramatyczna - alarmuje Grabowski. - Nie ma zamówień ani od Ministerstwa Obrony Narodowej ani od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Sytuacja jest tym poważniejsza, że w radomskiej Fabryce Broni pracuje ponad 350 osób, które mają na utrzymaniu rodziny.

Poseł Dariusz Grabowski wielokrotnie interweniował w MSWiA w sprawie zamówień dla „Łucznika". W specjalnym piśmie alarmował wicepremiera Grzegorza Schetynę, że wstrzymanie lub rezygnacja z zamówień ze strony MSWiA to decyzja błędna, nie tylko ze względu na potrzeby tych służb, ale przede wszystkim dlatego, że oznacza upadek fabryki. Później na konferencjach prasowych Grabowski apelował do władz Radomia i parlamentarzystów ziemi radomskiej o zaangażowanie się w pomoc „Łucznikowi". Niestety MSWiA w odpowiedzi na moje prośby i nalegania odpisuje dość wymijająco, że zamówienia będą dopiero w 2010 roku. Tylko, że  do tego czasu trzeba przetrwać - podkreśla poseł.

10 tysięcy pracowników zbrojeniówki  nie zamierzając czekać tak długo zorganizowało manifestację w Warszawie. Wśród nich znalazło się 250 pracowników „Łucznika" z przewodniczącym Zbigniewem Cebulą i posłem Dariuszem Grabowskim. Manifestacja rozpoczęła się na Placu Trzech Krzyży. Przy wyciu syren i wystrzałach petard związkowcy przeszli pod Sejm. Tu Grabowski przemawiał w obronie interesów polskiego przemysłu zbrojeniowego. W tym samym czasie liderzy związków zawodowych spotkali się z marszałkiem Bronisławem Komorowskim, któremu wręczyli petycję z postulatami. Demonstranci przemaszerowali pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Ich petycja trafiła do premiera Donalda Tuska. Związki domagały się zamówień na poziomie co najmniej ubiegłorocznym.

- Podczas manifestacji rozmawiałem z wieloma pracownikami „Łucznika" - mówi poseł Grabowski. -  Są to ludzie o absolutnej świadomości powagi sytuacji. W dodatku wykwalifikowani fachowcy i pasjonaci swojego zawodu. Rozumieją, że Polska jako członek NATO nie może pozbyć się własnego przemysłu zbrojeniowego. Polska nie może oszukiwać naszych sojuszników, bo oni nas z tego nas rozliczą - podkreśla Grabowski.

Eurodeputowany występował do wicepremiera Waldemara Pawlaka z prośbą o zaliczkę dla „Łucznika" za tzw. „gotowość do działania". Mimo to przyszłość fabryki stoi pod znakiem zapytania. Grabowski przypomina o ogromnych tradycjach „Łucznika" - Kiedyś pracowało tu kilkanaście tysięcy ludzi. To nie tylko zakład, ale także wysoko wykwalifikowana kadra techniczna i jej myśl naukowa. Jego likwidacja oznaczałaby zaprzepaszczenie kapitału nagromadzonego przez pokolenia.

Naprzód Polsko, ruch zakładany przez Dariusza Grabowskiego twierdzi, że polska armia musi być wyposażona we własną broń. Obronność kraju powinna się opierać na strukturach militarnych na poziomie powiatów. W związku z tym potrzebuje dużo broni. Tymczasem na stanie są jeszcze  PPSze z 1944 roku.

- To trzeba radykalnie zmienić -  podkreśla Grabowski. - Powinniśmy dotować zakłady zbrojeniowe nawet za cenę zwiększenia deficytu budżetowego. Tu i tak każda złotówka zwraca się w połowie w postaci podatku.

Dariusz Grabowski zapowiada dalsze interwencje na rzecz radomskiego „Łucznika".